|
|
Stowarzyszenie Pomocy Świnkom Morskim![]() Panowie ![]() |
W życiu pięęękne są tylko chwileee 2012-01-29 15:49:48 Gdyby cała zima wyglądała tak jak dzisiejszy dzień, to kochałabym ją miłością wielką. Ruski wyż, mróz, słońce, poranek na lodowisku, muzyka w uszach, pot na plecach, pęcherz na nodze. No może bez pęcherza, ale przy mojej ostatniej nieruchawości i wadze młodego hipcia uważam, że TYLKO pęcherz jest łaską losu. Równie dobrze mogłam dostać zawału, bo zrobiłam z dwieście okrążeń. Obiad zrobiony, pożarty. Lada chwila zrobię popołudniową kawę. W domu cisza jak makiem zasiał. Dziecko w swoim pokoju, świnie śpią, my klikamy. Nirvana. skomentuj (2) Zwierzyniec 2012-01-24 23:10:47 Nowy proś scalił nam stado. Oczywiście cały czas są tańce plemienne i turkoty, ale nie ma w tym złości. Przypominają mi braci Whiteoak'ów, którzy kochali się wprost proporcjonalnie do złośliwości i dokuczania sobie, gdy tylko mogli. Rudek nam trochę choruje, przebadany na wszystkie strony nie dostał jednoznacznej diagnozy, skutek jest - brak przyczyny. Raz Ślubny zabrał dwa prosiaki do weta, nowy, Ricco, został nagle sam. Obleciał wszystkie kąty, nawoływał, wreszcie ze smutnym pysiem został na kocyku pod ławą. Kiedy wrócił Ślubny i z transportera wyszła reszta stada Ricco pobiegł do nich w podskokach, od razu chciał jeść, pić i udzielać się towarzysko w klatce. Jest śmiały, podchodzi pod nogi, depcze po pantoflach. Nie boi się odkurzacza, za to robi sztuki przebiegając jak torpeda przez odkurzany kocyk tuż przed szczotką. Kamikadze. Zaczepia Juvita, trąca go nosem, spycha, gania. A Juvit taki zawsze spanikowany w kontaktach z Rudym teraz bierze udział w tych zabawach i też turkocze zadowolony z towarzystwa. Wieczorem nowy proś urządza galopady po pokoju. Sprint z tupotem, zakręt, tupot, zakręt, lądowanie w klatce, często prawie na innej świni. Telewizor jest strasznie nudnym pudłem w porównaniu :) PS. Nienawidzę google plus i nowych ulepszeń picasa. Że też zawsze kogoś łapki swędzą :-/ skomentuj (8) Filmy i książki 2012-01-14 23:14:31 Parę dni temu, korzystając że mamy promocyne HBO, obejrzałam Incepcję. I tak jak napisałam na FB śmiertelnie mnie znudziła. Zastanawiałam się kiedyś, dlaczego w pewne książki wpadam jak w wody termalne Bukowiny, a przy niektórych męczę się jak potępieniec i rezygnuję po kilku rozdziałach. Otóż, po prostu, muszę poczuć więź z postacią. Muszę ją/jego polubić, przejąć się losami, zacząć dopingować. Dlatego nie mogę przebrąć przez Kolor Magii, Autostopem po galaktyce, Tożsamość Bourna. Bohaterowie mnie nudzą, a ich los zwisa mi martwym dorszem. Nic na to nie poradzę. To samo mam przy filmach. Incepcja mnie zabiła. Przez moment wydawało mi się, że bohaterka wniesie jakiś porządek, wyjaśni o co u diabła w tym wszystkim idzie. Niestety. Naprawdę się cieszę, że nie wpadłam na pomysł, by zobaczyć to w kinie. Zupełnie odwrotnie ma się rzecz z komedią Och, Karol. Nie wpadłabym na pomysł obejrzenia, bo nie lubię rodzimych produkcji, tym bardziej komedii, a pan Adamczyk, którego dla odmiany lubię, jest dla mnie wyjątkowo aseksualny. A jednak. Komedia jest jednocześnie swoją własną parodią, lekka, nie rozwleczona, ze świetną obsadą. Cudowny Frycz jako terapeuta. Te miny! Całkiem jak w Nigdy w życiu Grocholi. Żmuda-Trzebiatowska, którą można jeść widelczykiem do tortu. Jeśli nawet ktoś gardzi tematem to film warto zobaczyć choćby dla wszystkich pięknych kobiet zgromadzonych na jednym planie (czego nie da się powiedziec o panach noż ja pierdole!) Do kawy znów czytam Maskaradę Pratchetta a jutro idę z Nielotem na Dziewczynę z Tatuażem. Tadam tadam. Życie jest fajne o ile nam właśnie nie usiłuje dokopać. skomentuj (20) Kocham szkołę - next generation. 2012-01-11 15:50:47 Jak wiadomo, moje dziecko lubi rysować i uważam, że jak na amatora robi to całkliem nieźle, z miłością do tworzenia. Nienawidzi za to nauczycielki plastyki, znanej z takich haseł jak : A co rysowanie ma wspólnego z plastyką? :) W klasie Lu jest sporo dzieci, które mają zdolności i wyobraźnię plastyczną. Mimo to nie chcą się angażować w akcje szkolne. Powodem mogą być takie historie: Zuzia przynosi plakat na konkurs. Pani robi aferę, że to musi być samodzielna praca, a tutaj przecież widać, że ktoś jej pomagał. Mała rysuje pierwszorzędnie, wystarczyłoby spojrzeć na jej prace z wcześniejszych lat. Teczka w szkole. Gdybym była rodzicem Zuzi..... Agnieszka robi kolaż. Pani nie kwalifikuje do konkursu bo 'nie rozumie przesłania' Ola robi plakat dotyczący Marsa. Według dzieci fajny, tajemniczy. Pani wykrzykuje, że muszą być 'ludzie' bo przecież to temat 'życie na Marsie'. Ola patrzy na panią długo i przeciągle. 'Ten plakat jest o tym że życie na Marsie NIE ISTNIEJE'. Pani znów nie rozumie przesłania. Każe dziecku narysować LUDZIKI, wyciąć z innego kartonu i przykleić na pierwotnym plakacie. Moje dziecko powiedziało krótko gdzie ma panią od plastyki oraz jej konkursy. Nie zgłasza się do niczego, a w domu produkuje portrety zwierzaków. Ja mam to w pompie. Mówię tylko jak mantrę: Dziecko pamiętaj żeby ci szkoła nigdy nie przeszkodziła w pasjach, chęciach i samodzielnym zdobywaniu wiedzy. Za to mają wreszcie sztamę z panem od historii (kółko zainteresowań) i księdzem-luzakiem, który nie każe prowadzić głupawych zeszytów o niczym, tylko opowiada o innych religiach i wierzeniach (tak wiem kuriozum :) skomentuj (10) żarcie, książki i filozofia 2012-01-08 21:41:29 Mottem jednego z mych tajemnych miejsc w sieci jest zdanie z Pratchetta: Czarownica może wszystko jeśli tylko się skupi :) No więc dziś czarownica po raz pierwszy skupiała się na kopytkach. Ostatnio żarcie mi się mnoży, tak jak wspominałam w komentarzach. Zrobiłam sos do pizzy, który starczył na dwie, plus zajebiaszcze spaggetti. Gulasz i jego sos grzybowy obsłużył już jeden ziemniaczany obiad, więc dziś wzięłam stolnicę za rogi i zrobiłam kopytka. For the first time sama od początku do końca. Przyznaję rację Adze, że jest to danie robione "na oko". Wyszły, o dziwo bardzo dobre, nie kauczukowe, czego się obawiałam najbardziej. Prawie nic nie zostało na jutro :) A wracając do Pratchetta. Przeczytałam ostatnio Piekło pocztowe, Świat finansjery, Łups! a teraz kończę tę o długim tytule Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie. Nie wiem jak to się dzieje, ale ciągle mi mało. A lada moment dostanę szwedzkie kryminały i chyba się rozdwoję. Za to nie robię żadnych planów i nie wyznaczam celów. Ani nie mam potrzeby, ani nie chcę drażnić Losu. Już się w życiu naplanowałam, poległam bądź odhaczyłam i idę dalej. Ten artykuł mnie w tym utwierdził. Nielot, pamiętasz że idziemy na Millenium? Już się nawet przekonałam do nowej Lisbeth, od kiedy zobaczyłam jak gra Ericę Albright w The Social Network. Ucieszyłam się jak dziecko, że umiem się pozbyć uprzedzeń. Bo znienawidzić jest łatwiej. To jak kichnąć. skomentuj (6) |
2012 Tagi bjuti sęter dziecko dziennik fioły foty gospodyni domowa ja krótko książki ludziofobia szoping ślubny świnki morskie telefoniofobia walka z wagą wyjazdy żmije domowe
|