Archiwum

małgośka

Ogłoszenie parafialne

Blog przeniesiony TUTAJ

161

Po raz ostatni napiszę żywymi słowami, że mojej pracy na zastępstwie nienawidzę jak zarazy, marzę i czekam by się od niej uwolnić.
Od teraz aż do godziny "0" będę tylko zapisywała ile dni mi zostało. Ale jak już odetnę ostatni centymentr z centymetru ;) to zrobię coś spektakularnego, tylko jeszcze nie wiem co. Może pójdę w japonkach na Giewont, albo porąbię babcinym tasakiem te ławki pod blokiem na których baluje żulernia osiedla?

Od tej chwili i akapitu szlaban na marudzenie w tym temacie.

* * *

Czy ktoś już wymyślił jak skopiować historię bloga w bezpiecznie miejsce zanim cholerny onet wtłoczy nas w wordpressa?
Na bank przenoszę się na blogspot, ale historii mi szkoda.

Po

Nie ta zdolna w sztuce kung-fu panda, tylko PO naszym nadmorskim lenistwie.
Wracaliśmy w sobotę, a wielokilometrowy korek samochodów w przeciwnym kierunku sprawił, że nie było nam żal. Genaralnie, tygodniowy urlop nad morzem to dla nas idealna opcja. Ślubnego nie kocha słońce, nasz piękny Bałtyk jest albo cholernie zimny albo ciepły i zasyfiony, a dziecko kocha się kąpać, za to żadne z nas nie umie leżeć i skwierczeć na słońcu. Tydzień – by nie zacząć warczeć i gryźć.
Przed wyjazdem kupiłam sobie dwuczęściowy kostium kąpielowy. Ponieważ wciąż jestem utyta jak indor na thanksgiving day, dokonałam czynów heroicznych, by ani się w tym nie zobaczyć ani (co było gorsze) nie przejmować.
Nie takie smoki po plaży chodzą. Echhhh…

Przeczytałam Na glinianych nogach Pratchetta. I to akurat mogę zaliczyć do niewątpliwych przyjemności.

"Vetinari spojrzał na dokument.
- Czy naprawdę uderzył pan przewodniczącego Gildii Skrytobójców pięścią?
- Tak, sir.
- Dlaczego?
- Nie miałem sztyletu, sir
."

W poniedziałek rano Ślubny z miną wielokrotnego mordercy powędrował do hufca, a Lu pojechała na trzecią część wakacji w okolice Zakopanego. Ja urlop jeszcze mam, choć zmuszona otworzyć firmowego laptoka i pocztę mimowolnie upaprałam się tym gównem, które na mnie spłynie od poniedziałku. DKJP jakże się cieszę!
W połowie sierpnia kupuję centymetr, z którego spektakularnie będę odcinała dni, jakie zostały mi do końca znienawidzonego zastępstwa.

Tymczasem trochę choruję, trochę sprzątam i spędzam czas ze świniami. Mam nadzieję na wycieczki rowerowe ze znajomymi, ale oni też świeżo po urlopie udupieni w pracy i jakoś nam się nie składa.
Wzięłam się za filmy. Obejrzałam już to - podobało mi się bardzo. To – troszeczkę mnie przemieliło i gdyby nie zakończenie to uznałabym za czas stracony. A dzisiaj, coś co odkładałam od lat. Przełamując fale. Oprócz tego, że to jest bardzo dobry film i grają świetni aktorzy, po raz kolejny stwierdzam że Stellan jest/był o niebo ciekawszy od swojego syna ;)

poćtówka

słońce, morze, ciepło.
wszechobecny zapach ryb (zapach :))
wszechobecne rodziny z dziećmi. o zdecydowanie większym przekazie antykoncepcyjnym niż WDŻ i przestrogi znajomego klechy.
kwatera odosobniona, warta swojej ceny. dwa pokoje z tarasem. luz, blues, bąbelki.
Ryby u Pani Basi przepyszne, takoż piwo żywiec.
Buziaczki
małgosia

3,2,1…

Hufiec wpadł na pomysł zablokowania fejsbuczka.
I tak zaglądam tam tylko przy okazji popołudniowej kawy, bo nie mam czasu, ale się wściekłam.
Mam wewnętrznego glinę, który zawsze pilnuje czy mam wszystko zrobione/zamknięte/odhaczone, nie opieprzam się, jestem sumienna.
Więc jak kurwa chcę chwilę odpocząć  wchodząc na ulubioną stronę, a nie mogę, to wszystkie indiańskie próby wstrzemięźliwości słownej idą w diabły. Ojejusiu jak kilka poważnych dokumentów i segregatorów nauczyłam latać.
I wystraszyłam kolegę. Tego ostatniego, który jeszcze miał mnie za normalną.

Alecomitam. Jutro ostatni dzień przed urlopem.
Szef z właściwym sobie urokiem dołożył mi roboty mając w pogardzie moje starania, by zostawić ład i porządek.
To też zdarza się co rok więc powinnam się przyzwyczaić.

Czy była u Was dzisiaj jakaś trąba? Bo u mnie po 16-tej już żadnych.
:)

lato wszędzie

Jestem zajęta intensywnym życiem.
Zmieniłam schemat, obudziłam endorfiny i piekielnie cieszę się chwilą.
Niestety/stety nie umiem o tym pisać, mam jakąś blokadę na wywnętrznianie się. Chyba przez 9 lat napisałam już wszystko co we mnie wzbierało, jak te pomyje w wazonie.

Jeszcze tydzień i urlop. Ślubny zaczyna już dzisiaj, szczęśliwy jak prosię.
Dziecko cieszy się szalenie, że kończy niezwykle nudne i do dupy kolonie. No cóż zdarza się, też takie przeżyłam. Jutro w nocy zaśnie we własnym łóżku, mrucząc z zachwytu.

Za tydzień mierzeja i Kąty Rybackie. Będą mnie wkurwiać ludzie, zachwycać las i morze oraz będę wściekle tęsknić za świniami. To takie nudne znać siebie na wylot ;)

jeszcze krócej :)

To był jeden z lepszych wakacyjnych weekendów jakie miałam.

Bedzie krótko i telegraficznie

Nie mam wifi w chacie, bo coś się zepsuło u dostarczyciela. Jak dostarczyciel nie wystawi stosownego rabatu za tę straszną obsuwę to go pożegnamy. Ponieważ obsuwy zaczynają być regularne, choć dotąd nie było aż takiej.
Teraz się łączę przez komórkę lub modemik Ślubnego.

Próbowałam, przez stronę internetową, kupić bilety na listopadowy koncert Muse. Przeprowadziło mnie pięknie przez cały proces, dało zapłacić a potem wystawiło środkowy palec pt. zakup sie nie powiódł mamy twoją kasę, a ty się cmoknij w niezaklepany bilet. Zagotowałam się leciutko, napisałam co sądzę o procedurze, obiecali oddać w ciągu trzech dni roboczych. Oddali po upomnieniu i sześciu dniach. Pewne jak w banku, że ze strony EVENTIM już nie skorzystam.

Dziecko w Jastrzębiej. U nas upał u nich deszcz i temperatura bardzo umiarkowana. Na szczęście ma koleżanki z klasy i z osiedla, bo "matko co za nudy, same dzieci neo!" W wolnym tłumaczeniu "wszyscy młodsi od nas i nie ma czego poderwać".

Wczoraj byliśmy na wycieczce rowerowej ze znajomymi. W tamtą stronę było bardzo przyjemnie, ale w drodze powrotnej ścigaliśmy się z burzą. Jęzory powiewały nam jak Piorunowi w pociągu, a ciuchy nadawały się do wykręcenia. A tu jeszcze świniom trzeba było posprzątać, gary umyć.

Ja zwykle w takiej temperaturze nie mam ochoty na ciężkie obiady, więc od niedzieli królują: bób, zielona fasolka, kalafior i brokuły, czasami w towarzystwie piersi kurczaczej sote, czasami samodzielnie. Zazwyczaj z sosem czosnkowym. Noco, MPK nie jeżdżę, a w hufcu i tak mało kto się zbliża ;)

Zdecydowanie łatwiej znosiłabym upały gdyby mogła na noc odkręcać sobie stopy. Trzymałabym je w misce z zimną wodą i wszyscy byliby szczęśliwi – one i ja bez nich. Mam wrażenie,  że na mojej skórze spokojnie można smażyć sadzone, ale to jeszcze znoszę, gorące stopy to jakaś masakra.

Wakacjehurra

Wczorajszy dzień to właściwie mogę sobie darować w opisach a dać linka do Niu, bo miałyśmy podobne przemyślenia.

Wzięłam dzień wolny od hufca, co jest zacnym pomysłem samym w sobie, a przyświecał mi cel udzielenia sie w szkole.
Lu poszła wyszykowana już na 9.00, ponieważ miała być próba chóru.
Odebrałam kwiaty i wolnym krokiem, żeby nie skonać w upale,  dotarłam pod klasę przed godziną dziesiątą. Próby chóru nie było pani muzyczka latała z rozwianym włosem i z obłędem w oczach.
Wychowawczyni zgarnęła pociechy do sali, na szybkie pożegnanie i rozdanie części świadectw. Następnie całą godzinę dzieciarnia ganiała się po korytarzu, czekając aż zwolni się sala gimnastyczna gdzie trwały występy klas 1-3. Upał, duchota, wrzask, obłęd.
Wreszcie się zaczęło.
Nagrody, dyplomy, szybkie przemówienia, rozpaczliwe występy artystyczne, awarie mikrofonów, nagłe zaginięcie przedstawicielki rady rodziców. Pie rdo lnik.
Niektóre placówki tego typu powinny się nazywać DEZORGANIZACJA PEDAGOGICZNA. Naprawdę dziwię się, że te dzieci wciąż chcą się angażować i brać udział w różnych aktywnościach. Przy takim bałaganie i tak nie można liczyć na dobrą prezentację, jeśli w ogóle – występu chóru nie było – a naprawdę mają talent.

Wróciłyśmy do domu wściekle głodne i zgrzane. Wrzuciłyśmy na ruszt bardzo późne drugie śniadanie i wymarsz do sklepów. W charakterze łupu mamy dwa kostiumy kąpielowe, spodenki i pidżamę.
Dziś kolejne pranie, pakowanie, zakupy oraz depilacja progenitury od szyi w dół :D. Jutro dziecko wyjeżdża nad morze.
Zamierzam nic nie robić i porosnąć mchem.
A skończy się jak zawsze.

Ślubny od rana gania przy zwierzakach. Z nową, chorą tymczaską do weta, karmienie strzykawką, wyprawa po pelet do wysypania w klatkach. Sprzątanie u naszych, odkurzanie, sprzątanie u tymczasek. Zastrzyk kofeiny dożylnie … sobie. Zmywanie garów, dokarmianie świni strzykawą.
Zrozumie nas tylko taki sam zaświniony wariat.
Wczoraj byliśmy właśnie w takim gronie. Temat dominujący – zwierzaki. A w kącie niedużego pokoju gospodarzy stał dorodny mebel, rękodzieło, składający się z jednego dwupoziomowego mieszkania świń i klatki z królikiem na parterze. Dla gości taki widok był czymś naturalnym, obcy wzywali by panów z kaftanem bezpieczeństwa.

Upał. Bób na obiad. Sąsiedzi kłócą się na piętrze.
A co u Was?
:)

jestem cudowna, fantastyczna i strasznie się kocham

Po raz pierwszy w życiu podczas wizyty u ginekologa pamiętałam datę ostatniej miesiączki.  Za to nie pamiętałam ile mam lat.
Bilans robienia z siebie idioty został zachowany.